Chociaż Słowacja jest jednym z naszych sąsiadów to kartki stamtąd otrzymuję bardzo rzadko. Tę powyżej otrzymałam od mojej korespondencyjnej koleżanki Basi z jej krótkiej wyprawy w tamte rejony.
Pocztówka przedstawia Bardejów-Zdrój (słow. Bardejovské Kúpele; węg. Bártfafürdő, niem. Bad Bartfeld), uzdrowisko na Słowacji, w powiecie Bardejów, które jest usytuowane u podnóża masywu Magury.
Pierwsza wzmianka o bardejowskich źródłach pochodzi z 1247 r. Z roku 1505 mamy natomiast informację, że za kąpiel w źródłach pobierane były
opłaty, co może świadczyć o tym, iż istniały tam już wówczas jakieś
urządzenia kąpielowe. W XVIII wieku uzdrowisko posiadało już łazienki
kąpielowe z metalowymi wannami i było odwiedzane prawie przez cały rok.
Najczęstszymi gośćmi - oprócz bardejowskich mieszczan - była polska i
węgierska szlachta.
Uzdrowisko znane jest z tego, że odwiedzali je wysoko urodzeni goście. Przebywał w nim austriacki cesarz Józef II, kurowała się córka cesarza Austrii Franciszka II, Maria Ludwika, późniejsza druga żona cesarza Napoleona Bonaparte a w 1821 zatrzymał się tu na kurację rosyjski car Aleksander I.
Obecnie uzdrowisko posiada 2 źródła wód mineralnych
stale dostępne w parku zdrojowym oraz dalszych 8 źródeł,
wykorzystywanych w zespole leczniczo-balneologicznym i w ogólnodostępnej
pijalni wód mineralnych. Leczy się tu głównie choroby przewodu
pokarmowego i przemiany materii. W uzdrowisku znajduje się obecnie 29
budynków sanatoryjnych, 2 ogólnodostępne hotele oraz szereg budowli zaplecza kulturalnego. Funkcjonują dwa baseny
kąpielowe i korty tenisowe. Wśród budowli znajduje się słynny kiedyś Hotel Astoria. Na terenie uzdrowiska znajdują się także Šarišské Múzeum (muzeum krajoznawcze) i Muzeum Architektury Ludowej.
Czy byliście kiedyś w Bardejowie? A może w jakimś polskim uzdrowisku? Ja uwielbiam tego typu miejsca za ich unikalny charakter i atmosferę oraz... ze względu na te wszystkie wody, których większość ludzi nie znosi. Ja mogłabym takie pić litrami :)
Nie wiem jak u was, ale mój maj zaczął się bardzo intensywnie. Wpierw majówka w rozjazdach (Poznań, Wolsztyn, Warszawa, Wrocław) a teraz tonę w papierzyskach w pracy. I to tak, że dosłownie nie wiem w co ręce włożyć i w efekcie po powrocie do domu nie mam siły i energii na nic. Myślałam, że uraczę was na dniach postem z mojej wycieczki do Colmar, ale pewnie będziecie musieli jeszcze chwilę na niego poczekać, tym bardziej, że mój domowy laptop zaczął odmawiać jakiejkolwiek współpracy. Ale co się odwlecze... ;)




























