Miluza - przemysłowe miasto muzeów [relacja]

20 gru 2016

Miluza to miasto, które zazwyczaj omija się w trakcie swojej wizyty w Alzacji. Przy Colmar czy Strasbourgu sprawia wrażenie miejsca, które nie oferuje zbyt wiele. Jeśli macie jednak chwilę czasu - warto tam zajrzeć, bo wbrew pozorom Miluza posiada kilka ciekawych miejsc, które na pewno wam się spodobają. W dodatku została przez francuski rząd certyfikowana jako ville d’art et d’histoire więc warto dać temu miastu szansę. Gotowi? Zatem jedziemy na kilka godzin do francuskiego Manchesteru.


Decyzja o zahaczeniu również o Miluzę zapadła spontanicznie - w drodze powrotnej z Colmar do Bazylei mieliśmy jeszcze trochę czasu a pociąg na peronie stał i stał i stał... więc niewiele się zastanawiając po prostu z niego wysiedliśmy. Miluza, znana bardziej pod francuską nazwą Mulhouse, to drugie pod względem wielkości i liczby ludności miasto w Alzacji. Nazwa pochodzi od niemieckiego słowa Mühlhausen oznaczającego młyny a samo koło młyńskie jest symbolem miasta po dziś dzień. Obecnie to duży ośrodek przemysłowy, przede wszystkim tekstylny, chemiczny i przemysłowy, który fantastycznie przekuł swoje dziedzictwo w atrakcje turystyczne. Dworzec kolejowy, który nas przywitał sprawia wrażenie nieco przytłaczającego, monumentalnego i mało zachęcającego jako brama do miasta, ale już znajdujący się naprzeciwko budynek (jak się później okazało należący do Société Industrielle de Mulhouse) dawał nadzieję na przyjemne miejsca w Miluzie. Ruszyliśmy eksplorować miasto.

Stare miasto w Miluzie jest stosunkowo niewielkie i ogranicza się właściwie do kilkunastu uliczek rozchodzących się dookoła Place de la Réunion, niemniej jednak nawet tutaj można poczuć ten charakterystyczny klimat pogranicza niemiecko-francuskiego. Centralnym punktem zabytkowej części miasta jest z pewnością górująca nad resztą zabudowań Temple Saint-Étienne, zwana potocznie katedrą. W jej głównej 97-metrowej wieży znajduje się największy zbiór dzwonów w całej ewangelickiej Francji. Pięć spośród nich zostało odlanych w 1867 roku w Zurychu. Co ciekawe, chociaż świątynia powstała dopiero w 1859 roku to znajdują się tutaj również znacznie starsze elementy - stalle na chórze pochodzą z XVII wieku a ołowiane okna z XIV wieku. W trakcie naszej wizyty akurat trwała renowacja fasady, niemniej jednak całość i tak robiła wrażenie.
fot. tourisme-alsace.com

Obok katedry znajduje się kolejny ważny budynek miejski, Hôtel de Ville, który chyba najbardziej zapadł mi w pamięć. Ratusz miejski został wybudowany w XVI weku w nadreńskim stylu renesansowym i już wówczas był nazywany palais magnifique et tout doré, czyli wspaniałym złoconym pałacem. Ratuszowy pałac przede wszystkim jest różowy, ale wzrok przyciąga nie tylko kolorem, ale i licznymi malowidłami iluzjonistycznymi oraz alegorycznymi obrazami ludzkich wad i zalet. Jeśli dodamy do tego otaczające plac kolorowe kamieniczki, malutkie kawiarenki to z pewnością nie zdziwicie się, jeśli powiem, że pomimo niesprzyjającej pogody większość pobytu spędziłam właśnie tam. Obecnie w zabytkowym ratuszu znajduje się muzeum historyczne miasta a wstęp do niego jest bezpłatny dlatego warto zajrzeć do środka choćby na chwilę.

Tym z czego słynie przede wszystkim Miluza nie jest jednak katedra, iluzjonistyczny ratusz, dobrze zachowana dzielnica robotnicza czy samo stare miasto, ale... muzea. Pomimo tego, że miasto liczy zaledwie 100 000 mieszkańców to znajduje się ich tutaj wręcz zatrzęsienie a wszystkie doskonale wpisują się w przemysłową historię Miluzy. Nie sposób nie wspomnieć o Cité du Train, największym muzeum kolejowym na świecie. W dwóch ogromnych halach zgromadzono eksponaty dokumentujące historię przede wszystkim francuskim kolei - trzy główne wystawy, w skład których wchodzi kilkanaście mniejszych, prezentują zabytkowe lokomotywy parowe, stare wagony pasażerskie i wagony motorowe, które ożywiają znajdujące się tam manekiny, pozwalają zwiedzającym poczuć klimat podróży na przełomie XIX i XX wieku oraz umożliwiają zapoznanie się z kolejowym wyposażeniem technicznym stosowanym przed laty. Do tego możemy skorzystać z oferty restauracji i baru, które również utrzymane zostały w kolejowym klimacie. Wstęp kosztuje 12€, ale zapewniam was, że to miejsce warte odwiedzenia, nie tylko dla kolejowych maniaków.
fot. musees-mulhouse.fr
fot. musees-mulhouse.fr
fot. musees-mulhouse.fr

Kolejnym ważnym muzeum na mapie Miluzy jest Cité de l’Automobile, Narodowe Muzeum Samochodów. I to nie byle jakie muzeum, ponieważ jest ono największym na świecie - w swojej kolekcji posiada 400 klasycznych aut, które również podzielone są na tematyczne wystawy. Możemy więc obejrzeć historię "ewolucji" samochodu począwszy od końca XIX wieku (jak chociażby Benz Type Victoria z 1893 roku posiadający 1-cylidrowy silnik o mocy 4,5 KM i rozpędzający się do oszałamiających 20 kilometrów na godzinę) po dzień dzisiejszy, serię samochodów wyścigowych (najstarszy eksponat tego typu pochodzi już z 1908 roku!) oraz arcydzieł z lat 20-tych, 30-tych i 40-tych ubiegłego wieku, w tym Rolls Royce, Mercedes czy Bugatti. Na uwagę zasługuje także wiśniowa Isotta-Fraschini Berline Type 8A, która  była ulubionym modelem Rudolfa Valentino oraz zagrała w "Bulwarze Zachodzącego Słońca". Kolekcja urozmaicona jest archiwalnymi zdjęciami, symulatorem dachowania, torem wyścigowym dla najmłodszych oraz mini-salą kinową. Nawet jeśli nie jest się wybitnym fanem motoryzacji zdecydowanie warto tu zajrzeć i wydać12€ na wstęp, bo stare samochody robią ogromne wrażenie nawet na największym laiku.
fot. citadelautomobile.com
fot. citadelautomobile.com
fot. citadelautomobile.com
fot. citadelautomobile.com

Kolejnym muzeum bardzo mocno związanym z historią Miluzy jest Musée de l’Impression sur Etoffes, Muzeum Tkanin. W trakcie wizyty w tym miejscu można prześledzić nie tylko ewolucję technik drukarskich, ale  zapoznać się też z procesami niezbędnymi do drukowania tkanin - wybielaniem płócien, krochmaleniem, nabłyszczaniem, barwieniem naturalnym i chemicznym, tworzeniem wzorów. Prócz maszyn czy gotowych drukowanych wzorów, można tu też zapoznać się z przedmiotami, które wykorzystywały takie tkaniny - zasłony, wachlarze, ubrania czy zabawki. I oczywiście obejrzeć na żywo demonstrację drukowania takiej tkaniny, dla chętnych istnieją także warsztaty w tym zakresie. Wstęp to koszt 9€.
fot. musees-mulhouse.fr
fot. destination-alsace.fr
fot. commons.wikimedia.org
fot. commons.wikimedia.org

Mało wam jeszcze? W takim razie proponuję zajrzeć do Le Musée EDF Electropolis czyli Muzeum Elektryczności. Można tutaj zapoznać się z socjologicznymi, technicznymi, gospodarczymi a nawet kulturowymi wpływami źródła zasilania, które zrewolucjonizowało sposób w jaki obecnie żyjemy. Kolekcja Electropolis obejmuje ponad 12000 obiektów związanych z odkryciem energii elektrycznej, w tym urządzenia przemysłowe i domowe, i pokazuje drogę jaką ludzie przeszli w rozwoju tego źródła energii - od "oswajania" piorunów, poprzez rewolucję energetyczną w XVIII i XIX wieku po dzień dzisiejszy. Multimedialne pokazy, prezentacje techniczne oraz pokazy zjawisk pozwalają w przyjemny sposób połączyć zabawę z edukacją, nie tylko dla tych najmłodszych, a wszystko to za jedynie 8€ (istnieje również możliwość zakupu biletu łączonego do Electropolis i Muzeum Kolejowego za 16€).
fot. musees-mulhouse.fr
fot. musees-mulhouse.fr
fot. edf.fr

A jeśli przypadkiem macie jeszcze trochę wolnego czasu to możecie zajrzeć do Muzeum Tapet, La Grange à Bécanes prezentującego kolekcję motocykli,  Muzeum Historycznego, Muzeum Sztuk Pięknych, Muzeum Sztuki Współczesnej czy Eko-muzeum będącego rodzajem skansenu prezentującego dziedzictwo Alzacji. Do tego mamy ogród botaniczno-zoologiczny, park Wesserlingów oraz Park Salvator będący najstarszym parkiem miejskim w Miluzie. Wśród punktów widokowych z pewnością trzeba wspomnieć Wieżę Europy (
la Tour de l'Europe) o wysokości 106 metrów, na której szczycie mieści się restauracja panoramiczna z obrotową podłogą czy Wieżę Belvedere (la Tour du Belvédère), 20-metrową wieżę stojącą na wzgórzu Rebberg umożliwiającą zobaczenie nie tylko Wogezów czy Schwarzwaldu, ale także - w ładniejsze dni - szwajcarskich Alp.

 
fot. musees-mulhouse.com

Miluza jest zatem miastem, które doskonale wpisuje się w powiedzenie, że nie ocenia się książki po okładce. Na pierwszy rzut oka brzydka i nie oferująca niczego ciekawego, po otworzeniu się na nią okazuje się miejscem, w którym nawet kilka godzin to za mało. Dlatego jeśli będziecie w okolicy koniecznie zatrzymajcie się tam choćby na chwilę, żeby przekonać się, że typowe miasto przemysłowe może poszczycić się także... przemysłem muzealnym :)
Jeśli szukasz taniego noclegu w Miluzie polecam Airbnb. Zakładając konto poprzez kliknięcie w ten link otrzymasz 31€ zniżki na pierwszą rezerwację.
http://www.airbnb.pl/c/agatam9?s=8

14 komentarzy:

  1. Muszę podszkolić się z geografii, bo nie słyszałam nawet o takim mieście.
    Zdjęcia super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też wcześniej nie słyszałam o tym mieście, dopiero rozglądając się po okolicach Bazylei zauważyłam ją i poczytałam o niej nieco więcej :)

      i dziękuję! :)

      Usuń
  2. Gdy zobaczyłam pierwsze zdjecie, pomyślałam: budynek wyglada, jakby znajdował się w Ameryce, robi takie pierwsze wrażenie. Katedra robi naprawdę duże wrazenie ;) Muzeum samochodów, chyba już dla samego odwiedzenia właśnie tego muzeum zatrzymałabym się w Miluzie. Zdaje sie, że miasteczko warte odwiedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt, jak to napisałaś to rzeczywiście, architektura kojarząca się z tą amerykańską! z czymś mi się to kojarzyło, ale nie miałam pojęcia z czym - dzięki wielkie za rozwiązanie mojej zagwozdki :D

      Usuń
  3. Ciekawe to muzeum samochodów, bylismy w podobnym - muzuem srodkow transportu - w Dreźnie :)
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie słyszałam o muzeum w Dreźnie, ale postaram się zapamiętać, pewnie też by mi się tam spodobało :)

      Usuń
  4. Piękne miasto! Na pewno warte odwiedzenia. :)
    P.S. A oglądając zdjęcia z Muzeum Samochodów przypomniałam sobie moją wycieczkę po Turynie.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach ta Francja. Wciąż mnie tam nie ma, wciąż tylko Wschód....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zamieńmy się Towarzyszu, ja z chęcią zapoznałabym się bliżej ze Wschodem!

      Usuń
  6. Bylam tam wiele lat temu. Pamietam, ze pierwszy widok skojarzyl mi sie z Bronxem - obdrapane mury i sami czarnoskory z lancuchami na szyi :P Bylismy tam w zoo i scislym centrum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, to rzeczywiście ciekawe wspomnienia. i mam wrażenie, że mówimy o innym mieście! teraz jest tam ładnie, całkiem schludnie a czarnoskórzy jakoś się nie rzucali w oczy, może przez ten brak łańcuchów :D

      Usuń
  7. Ja byłam tylko w Colmar, ale mam zamiar wrócić i zgłębić region, bo wrażenia niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Colmar to zupełnie inna odsłona Alzacji dlatego cieszę się, że udało mi się zobaczyć też tę inną, bardziej przemysłową, bo też ma swój urok.

      Usuń
  8. Nie brałam chyba nigdy Miluzy jako miejsca, do którego mogłabym pojechać. Myślę, że zmienię zdanie. Te kamienice i ratusz. Te rzeźby. Wszystko mi przypadło nawet,nawet do gustu. Muzea to trochę nie moja bajka. Bardzo rzadko do nich zaglądam (niestety), ale taki kilkugodzinny spacer po mieście, czemu nie? :p
    Super, że wracasz powoli! Czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się post, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad - napisz komentarz, daj lajka pod postem na FB lub polub mój profil na FB: Pasażerka palcem po mapie





SZABLON BY: PANNA VEJJS.