Podsumowanie roku 2017

17 sty 2018


Koniec jednego roku i początek kolejnego to zawsze moment kiedy człowiek odwraca się wstecz, żeby zobaczyć co przeżył, co zapamiętał, czego zapragnął przez ten czas. Tak było też u mnie, chociaż po raz pierwszy od bardzo wielu lat nadal nie wiem co sądzić o minionym roku 2017. Z lekkim opóźnieniem zapraszam was zatem na krótkie podsumowanie minionego roku.


Ten rok był dla mnie wyjątkowo ciężki i trudny, czego efekty widać nawet w częstotliwości – a właściwie jej braku – moich postów. Plany, nie tylko blogowe, były ambitne, ale niewiele z nich wyszło, bo jednak na pierwszy plan wysunęło się tutaj moje zdrowie. Na początku roku okazało się, że mam zmiany nowotworowe i istniało podejrzenie, że mogą być to zmiany złośliwe. Konieczna była jak najszybsza operacja, którą udało się wykonać w kwietniu. Zmiany na szczęście okazały się łagodne, ale na pamiątkę zostało mi pięć blizn, które już zawsze będą mi pewnie przypominać o tym co przeszłam, jak bardzo się bałam i jaka byłam w tym wszystkim bezsilna. To wszystko  zmusiło mnie do zweryfikowania wielu rzeczy, wielu spraw i skupienia się na tym co jest naprawdę w życiu najważniejsze. Gdybym mogła wybierać – nie chciałabym tego nigdy przechodzić, ale jestem wdzięczna za to czego się dzięki temu nauczyłam. To była gorzka, ale ważna lekcja.

moje przyjemności w pierwszej połowie tego roku

Mimo tych kłopotów udało mi się w terminie obronić na studiach podyplomowych, chociaż do tej pory nie mogę znaleźć czasu, żeby odebrać mój dyplom. Nie zabrakło też podróży, bo przecież bez nich nie umiem żyć. W tym roku udało mi się w marcu odwiedzić po raz kolejny Londyn, oraz Dublin, który jest kolejną odwiedzoną przeze mnie stolicą (20/48). W kwietniu, tuż przed operacją, odwiedziłam rodzinne strony, które pokazałam również Mateuszowi – mam nadzieję, że będzie chciał tam jeszcze ze mną wracać i poznawać je lepiej. W czerwcu odwiedziłam moją mamę w Niemczech, dzięki czemu mogłam sobie znów przypomnieć za co tak lubię ten kraj. W lipcu pojechaliśmy w dwutygodniową podróż po Bałkanach. Odwiedziliśmy Budapeszt, spaliśmy na barce wodnej w Serbii, zwiedziliśmy Macedonię, Albanię i Kosowo. Tym samym na mojej liście pojawiły się dwie nowe stolice Europy – Tirana i Prisztina (21-22/48). Zapewne jeszcze wrócę w tamte rejony, bo z każdą wizytą zakochuję się w nich coraz bardziej. We wrześniu po raz kolejny odwiedziłam szwedzką Karlskronę dzięki połączeniu promowego a na początku października pojechałam na tydzień do Kotliny Kłodzkiej, w której się ab-so-lut-nie zakochałam. Muszę tam wrócić koniecznie. Tam też rozpoczęłam zdobywanie Korony Gór Polski i mam nadzieję, że uda mi się to w bliższej lub dalszej przyszłości. 


Październik był swoistym zwieńczeniem sezonu podróżniczego – w tym miesiącu dotarłam także do Armenii. Wyszła trochę przypadkowo, wyłącznie ze względu na tanie bilety, ale mogę śmiało powiedzieć, że to cudowny kraj pełen przepięknych krajobrazów i wspaniałych ludzi. I obłędnego koniaku Ararat. Do końca roku odwiedziłam jeszcze tylko Poznań w ramach koncertu ukochanego zespołu oraz brałam udział w kolejnej Gali Nordic Walking, na której dostałam medal za zasługi na rzecz Polskiej Federacji Nordic Walking. Mała rzecz a cieszy, serio. Koniec roku spędziłam ponownie w Niemczech wtapiając się w niespieszny żywot tamtejszych miast i miasteczek. Sylwester w tym roku spędziłam z Mateuszem i moją mamą w zaciszu jej mieszkania. Chyba potrzebowałam spokojnego pożegnania się z tym szalonym rokiem.

Tatev, Armenia, raj na ziemi

Pod względem czytelniczym, pomimo wielu trudności , udało mi się zakończyć rok 2017 z 60 książkami na koncie, co jest moim dotychczasowym rekordem. To z pewnością zasługa Legimi, z którego obecnie korzystam już niemal bez przerwy. Oraz czytnika e-booków, który dostałam w prezencie od Mateusza. Ponadto w październiku rozpoczęłam intensywny kurs języka angielskiego (8 godzin tygodniowo!) w ramach projektu realizowanego u mnie w pracy więc ostatnimi czasy chodzę, ćwiczę tę koszmarną głoskę „th” i łapię się na tym, że ciągle myślę jak mogłabym coś po angielsku powiedzieć, co właśnie chodzi mi po głowie. Męczące wyzwanie, ale sprawia mi wiele radości.

Poza tym nadszedł w końcu ten moment, w którym kupiłam mieszkanie. Co prawda do odbioru będzie dopiero w 2019 roku, ale jednak w końcu zdecydowałam się na ten milowy krok pod nazwą kredyt. Serce mnie boli, kiedy pomyślę o kwocie, jaką się zdeklarowałam płacić przez większość mojego życia, ale z drugiej strony… Miesięcznie właściwie tyle samo płacę właścicielom mieszkania, które obecnie wynajmuję. Rachunek zysków i strat był tu jednak jednoznaczny.

na klucze do własnego mieszkania jeszcze musimy trochę poczekać

Rok 2017 to też rewolucje w pracy i mnóstwo stresujących chwil i momentów w niej. To ogromna odpowiedzialność za projekt, który dostałam w spadku – myślałam, że zarządzanie projektem skierowanym do dydaktyków a nie studentów będzie o wiele łatwiejsze. A okazuje się być chyba jeszcze bardziej skomplikowane. Ale kto, jak nie ja, prawda? To także strata bliskiej osoby. Nie najbliższej, ale jednak jej odejście po raz kolejny w ciągu tych ostatnich miesięcy przypomniało mi jak bardzo śmiertelni jesteśmy i jak bardzo trzeba o tym pamiętać. Banał, o którym zapominamy w codziennym życiu. 

Działo się u mnie – jak widać – zarazem dużo, jak i mało. Rzeczy dobrych, jak i złych. Mimo przyglądania się im z każdej strony nie potrafię jednoznacznie ocenić roku 2017 jako zdecydowanie dobry albo zdecydowanie zły. Z pewnością wiele wnoszący, nie zawsze w taki sposób, w jaki bym chciała, ale wnoszący.


Czy mam jakieś postanowienia w tym rozpoczynającym się roku? Mam, ale teraz traktuję je raczej jako wytyczne, coś o czym warto pomyśleć, wziąć pod uwagę, rozważyć przy planowaniu najbliższych dni, ciesząc się chwilą bieżącą. Są nieśmiałe pomysły na podróże, są już bilety do kolejnej stolicy Europy, lista książek do przeczytania jak zawsze rośnie, bliscy, z którymi chciałabym się spotkać czekają, a jakby tego było mało to chciałabym też zapisać się do szkoły tańca. Ale co z tego wyjdzie? Czas jak zwykle pokaże. Niech mnie tylko w tym roku nie ciachają ;)

A jak minął wasz rok 2017? Wspominacie go dobrze czy cieszycie się, że już minął? A może macie jakieś postanowienia w związku z młodziutkim jeszcze 2018?

10 komentarzy:

  1. Wszystkiego dobrego, a przede wszystkim dużo siły i zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę że też zbierasz stolice :) tyle, że ja naliczyłam 45, nie 48 i 40 już odhaczone, po tym roku zostanie 1 :). Jakie stolice mi umknęły? Liczysz Kazachstan i Turcję?

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj dzialo sie! Oby ten rok byl dla Ciebie spokojniejszy i przede wszystkim bez takich przykrych i budzacych strach incydentow. Duzo zdrowia i spelniania sie w podrozowaniu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super blog ,będę zaglądał tu częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. czytnik to super przydatna rzecz - tez czytam wiecej dzieki niemu, ale wole woblinka niz legimi :))
    pomyslnosci i niegorszych wynikow w 2018 roku ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! Rok 2017 był ekscytujacy, zwlaszcza chodzi mi tu o Armenię! To na pewno piękny kraj i az Ci zazdroszcze! :)
    Pozdrawiam, Aga z viva-elmundo ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow! Ale miałaś rok! Ogromnie cieszę się, że mimo tych wszystkich trudności udało Ci się wyjść na prostą. Na pewno ten ubiegły rok zapamiętasz na bardzo długo. Życzę Ci, żeby ten rok był spokojniejszy i żeby zdrowie dopisywało. Gratuluję projektu, liczby przeczytanych książek, podróży, mieszkania, nagrody, no i bliskich którzy byli z Tobą w tych ciężkich chwilach
    niepewności.
    Mój rok czytelniczo był wspaniały, blogowo całkiem niezły pomimo małej liczby postów a życiowo hmm to był dziwny rok. Może dlatego nadal go pod tym ostatnim względem nie podsumowałam na blogu.
    Wspaniałego 2018 roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciężki rok za Tobą, ale z pewnością nadchodzące sprawią, że kolejne wspomnienia będą tylko piękniejsze :) Gratuluję medalu no i oczywiście mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Agato, gdzie jesteś? Wracaj :D

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się post, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad - napisz komentarz, daj lajka pod postem na FB lub polub mój profil na FB: Pasażerka palcem po mapie





SZABLON BY: PANNA VEJJS.